b_150_0_16777215_00_images_Rozwazania_CechyMuzycznego_cierpliwosc.jpgPrzypadło mi napisać kilka słów o cierpliwości w moim życiu jako życiu animatora muzycznego. W pierwszej chwili pomyślałam sobie: BANAŁ! Jestem cierpliwa, nie będę miała z tym większych problemów. W końcu bycie cierpliwym, to cecha, której każdy z nas doświadcza, jest ona w większym lub mniejszym stopniu ubogaceniem charakteru każdego człowieka. Jednak zanim dotarłam do etapu: „siadam i piszę”, „cierpliwość” krążyła sobie w moim umyśle. Okazała się zagadnieniem trudniejszym niż z początku myślałam i… co było zaskakujące, odrobinę zmieniła sposób w jaki ją postrzegałam we mnie i w otaczającym nas świecie…

Gdy zaczęłam zastanawiać się nad cierpliwością animatora muzycznego, zaraz przyszło mi do głowy zdanie: Animator muzyczny powinien być cierpliwy wobec uczestników.

Całkiem poprawne stwierdzenie… Ale jak powinna się przejawiać ta cnota w praktyce? 

1. Przede wszystkim przez wytrwałe oczekiwanie na zaangażowanie uczestników we wspólne modlitewne śpiewanie.

2. Ponadto poprzez spokojną i opanowaną reakcję na niechęć niektórych uczestników (osób) do śpiewania (z moich doświadczeń wynika, że zdarza się to częściej, niż mogłoby się nam wydawać).

3. I jeszcze przez  wytrwałość w dążeniu do celu – którym, w przypadku animatora muzycznego, powinno być pragnienie osiągnięcia pięknego śpiewu wyrażonego na chwałę Pana przez całą rekolekcyjną wspólnotę.

Taaak… No to chyba z moją cierpliwością wszystko jest w porządku… Chociaż na rekolekcjach mają miejsce różne sytuacje, to nie zdarzyło mi się rezygnować ze śpiewów, krzyczeć na uczestników, kiedy nie śpiewali, czy zmuszać ich do tej męczącej czynności. W przypadku ich nieprzychylnego zachowania ograniczałam się do spokojnego wyrażania swojego niezadowolenia, zasmucenia lub stanowczo prosiłam o poprawę, zaangażowanie, uśmiech czy entuzjazm… Nie ma co, można o mnie powiedzieć: ostoja cierpliwości! 

Tylko skoro tak wytrwale oczekiwałam na piękne efekty zaangażowania w śpiew, to dlaczego często odnosiłam wrażenie niedostatecznego zadowolenia? Owszem, radość była (bo zawsze trzeba się cieszyć z tego, co mamy), ale jakaś taka częściowa… Jeśli nie byłam w pełni usatysfakcjonowana, to czy rzeczywiście uwzględniłam wszystkie elementy składające się na CIERPLIWOŚĆ animatora muzycznego? 

Nie olśniło mnie natychmiast. Może dlatego, że trudno jest przyznać się do popełnionego błędu… Gdzie go znalazłam? W sobie, a konkretnie w moim braku cierpliwości wobec siebie. Tyle razy przed rozpoczęciem posługi zastanawiałam się, co tym razem będzie nie tak jak powinno, co znowu niewłaściwego powiem, o czym zapomnę, jak bardzo spanikuję, bo ogarnie mnie trudny do przełamania stres. Tyle razy chciałam, żeby śpiew brzmiał jak najlepiej, starałam się, liczyłam na to, że będzie dobrze, a wychodziło zupełnie inaczej. Oczekiwania ogromne, wkładu pracy mnóstwo, a efektów działania, odpowiadających moim założeniom, jakoś nie było widać.  Pojawiły się za to żale i pretensje, bo oczywiście tym razem mogłam się bardziej postarać. A przecież jesteśmy ludźmi! Mamy prawo się pomylić,  o czymś zapomnieć, nie radzić sobie z trudnościami, jakie nas spotykają. Mamy prawo ciągle się uczyć i próbować jeszcze raz uporać się z tym, co wcześniej stanowiło dla nas wyzwanie. Poza tym musi upłynąć sporo czasu, zanim będzie widać rezultaty naszych starań. Uczestnicy rekolekcji nie są członkami zawodowego chóru, który potrafi perfekcyjnie zaśpiewać w każdym momencie. Nie zawsze musi być idealnie pod względem muzycznym, ważne, żeby modlitwa w postaci śpiewu była szczera i wypływała z naszych serc. I niby to wszystko takie oczywiste…

Owocem zaś ducha jest miłość, (…), cierpliwość… [Ga 5, 22-23] Zatem… cierpliwie ćwiczmy się w cierpliwości. Do dzieła!

Początek strony