Posłuszeństwo... Długo zastanawiałam się, czym ono może być dla mnie osobiście? Wobec kogo tak naprawdę mam być posłuszna? Im dłużej posługuję w Diakonii Muzycznej, coraz bardziej poznaję znaczenie tego zadania, które stawia przede mną Pan Bóg.

Posłuszeństwo możemy porównać do muzyka grającego w orkiestrze. Jeśli będzie trzymał się nut, koncert na pewno się uda, sukces zostanie osiągnięty, a cel zrealizowany. Kiedy jednak instrumentalista zacznie improwizować wszystko może się posypać. Praca kompozytora zostanie zmarnowana. Tak samo jest z nami. Posłuszeństwo wobec woli Boga Ojca doprowadzi nas nie tylko do realizacji wyznaczonych nam przez Niego celów, ale i pomoże nam w stawaniu się coraz lepszymi ludźmi.

Jadąc w zeszłym roku na oazę byłam bardzo podekscytowana. Dużo czasu poświęciłam na przygotowania pieśni, ulotek i wielu spraw, które animator muzyczny musi mieć pod kontrolą. Bardzo chciałam, żeby wszystko było przygotowane perfekcyjnie, przecież nadszedł upragniony czas większości uczestników - pierwsza oaza, jako animator. Już w czasie podróży pociągiem okazało się, że moi uczestnicy nie za bardzo lubią śpiewać, a pierwsze śpiewy tylko to potwierdziły. Jednak byłam zdeterminowana i pewna, że uczestnicy pokochają śpiewy równie mocno jak ja. Pan Bóg dawał mi wiele znaków, które miały trochę utrzeć mi nosa, choć ja nie zwracałam na nie uwagi. Po kilku dniach "walki" z uczestnikami dotarło do mnie, że sama nie jestem w stanie niczego zrobić. Brakowało mi nie tylko pokory, ale i zaakceptowania Jego woli wobec mnie. To Bóg postawił mnie w tym miejscu, On ma dla mnie plan, któremu ja mam być posłuszna. W posłudze nie liczy się tylko talent czy nasze przygotowanie. Ważne jest, abyśmy nie zapominali, KTO jest dla nas najważniejszy, dla KOGO to wszystko robimy i z czyjej woli jesteśmy w danym miejscu. Możecie wierzyć lub nie, ale po uświadomieniu sobie tego wszystkiego, wiele oazowych zadań stało się dla mnie łatwiejsze, miałam też wrażenie, że uczestnicy polubili śpiewy, nie była to dla nas wspólna męka, a modlitwa na Chwałę Pana. Wreszcie wszystko zaczęło się układać. Nie było to już jednak zaspokajanie mojej ambicji, lecz kroczenie Bożymi ścieżkami. On przejął kierowanie nad wszystkimi moimi posługami, wyznaczał mi drogę, co od początku powinno mieć miejsce.

Animator muzyczny oprócz kierowania się swoimi zdolnościami, musi iść kierunkami wyznaczonymi przez Boga. Nie zawsze jest to dla nas łatwe, ponieważ jesteśmy ludźmi. Lubimy postawić na swoim, pokazać się z jak najlepszej strony przed innymi. Jednak z takim podejściem nie będzie z nas pożytku w Dziele Nowej Ewangelizacji. Możemy być świetnymi muzykami, pięknie śpiewać czy grać na instrumencie, ale to nie czyni nas większymi w oczach Boga. To Pan Bóg ma przemawiać przez nas do ludzi, a my mamy być narzędziami w Jego ręku.

Posłuszeństwo to według mnie jedno z trudniejszych zadań, jakie stoją przed animatorem muzycznym. Mimo tego, że nie zawsze wszystkie zadania Boga mogą nam się podobać, starajmy się wykonywać je z jak największym oddaniem i zaangażowaniem. Spójrzmy na Jezusa, na Jego posłuszeństwo podczas modlitwy w Ogrójcu. Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie (Łk 22,42). Jeśli będziemy naśladowcami Chrystusa, oddamy swoje decyzje Panu i staniemy się mu posłuszni to ON pomoże nam pokonać wszelkie trudności. Spróbujcie sami, polecam!

Początek strony