Ponieważ zawsze w czasie czynności liturgicznych należy czuwać, aby "w odpowiednim czasie zachować także pełne czci milczenie", przy odprawianiu Liturgii Godzin należy przewidzieć chwile milczenia. Można więc roztropnie i zależnie od okoliczności przerywać oficjum chwilami ciszy i skupienia, aby dać możliwość wsłuchania się w głos Ducha Świętego przemawiającego do serca, a także by osobistą modlitwę ściślej złączyć ze słowem Bożym i z oficjalną modlitwą Kościoła. Można tak czynić po każdym psalmie i odmówieniu jego antyfony, idąc w tym za wzorem naszych przodków, zwłaszcza wtedy, gdy po tej chwili milczenia odmawia się modlitwę odpowiadającą danemu psalmowi. Można również owo milczenie zachować po czytaniach krótkich lub długich, przed lub po responsorium.

Ogólne Wprowadzenie do Liturgii Godzin, pkt. 201, 202

Większość z nas na pewno zna powiedzenie „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem”.  Wiemy też, co ono oznacza – niekiedy lepiej zachować milczenie, nawet jeśli chciałoby się coś powiedzieć. Czasami po prostu tak wypada, czasami pozwala nam to uniknąć nieprzemyślanych słów, a prawie zawsze milczenie pomaga usłyszeć i zrozumieć to, co dzieje się wokół nas. Zacytowany fragment OWLG pokazuje, że ta prawda ma zastosowanie nie tylko w codziennym życiu, ale także w Liturgii.

 

To może się wydawać dziwne, że podczas modlitwy, która polega głównie na wyśpiewywaniu psalmów, dokumenty Kościoła wymagają ciszy, bo przecież to właśnie fragmenty Pisma wyrażają to, co jako wspólnota chcemy powiedzieć Bogu. Ale jeśli tylko zdecydujemy się zrobić mały eksperyment – najprostszy z prostych – z pewnością nie jeden z nas przekona się, że wspomniane chwile milczenia nie są tylko pozostałością po archaicznych zakonnych zwyczajach, ale czymś naprawdę ważnym.

Spróbujemy?

Skoncentruj się i wróć na chwilę pamięcią do dowolnej rekolekcyjnej jutrzni. Postaraj się przypomnieć sobie dokładnie, jakie myśli i emocje się z nią wiązały. Radość z nowego dnia? Senność wynikająca z wczesnej godziny? Może stres, bo akurat trzeba było rozpocząć którąś z części, a może jeszcze co innego? Pomyśl o tym przez chwilę, upewnij się, że wspomniałeś wszystko, co drzemało w zakamarkach pamięci.

A teraz odpowiedz sobie na pytanie, czy przynajmniej część tych emocji lub refleksji wywołał tekst zaśpiewanego wtedy psalmu, przeczytanego czytania, odmówionej modlitwy… 

Jeśli tak, to świetnie. Niestety, często choć wydaje nam się, że jesteśmy skupieni na modlitwie, że śpiewamy i czytamy ze zrozumieniem, że słuchamy z uwagą, w rzeczywistości nasze myśli zaprząta melodia, właściwe tempo, trudy czekającego nas dnia, śniadanie... Ja przekonałam się o tym dopiero kiedy zaczęłam modlić się Liturgią Godzin sama, w domu, po cichu. Nagle dotarło do mnie, jak mało świadomie przeżywam kolejne jutrznie, nieszpory, komplety, jak często kończę modlitwę słowem „amen”, nie wiedząc na dobrą sprawę, z czym dokładnie się właśnie zgodziłam, wreszcie – jak wiele tracę z relacji z Bogiem, którą mogłabym zbudować dzięki uczestnictwu w oficjum.

Ale wystarczy chwila ciszy, żeby wrócić do zaśpiewanego przed chwilą psalmu, usłyszanego czytania, przemyśleć antyfonę. Jeśli tylko nie przemilczymy tych momentów bezmyślnie, ale poświęcimy ten czas na refleksję i autentyczną, osobistą modlitwę, będzie tak, jak podaje OWLG – damy sobie możliwość usłyszenia „głosu Ducha Świętego przemawiającego do serca”. I nie będzie już nudno, stresująco, nużąco – będzie dla Pana Boga.

Początek strony