Krościenko, tzw. dom „za Cedronem”, pokoik gościnny, dwie filiżanki, zielona herbata i… śpiewnik na stole. Nie mogę uwierzyć, że jego autorka siedzi obok mnie. Gizela Maria Skop. 
Fot. ze strony oaza.plNie można mówić w Pani przypadku o posłudze w Ruchu, bez powołania do Instytutu, kiedy to się zaczęło?

Było to w mojej rodzinnej parafii, w której wikariuszem był przyjaciel ks. Blachnickiego, ks. Kazimierz Wala. Był bardzo zafascynowanym Frankiem – jak o nim mówił. Na pierwszej oazie z ks. Kazimierzem na Żywiecczyźnie zakochałam się w Ruchu. Klasa maturalna była dla mnie czasem zastanawiania się co ze sobą zrobić.

I Ojciec Franciszek Panią oczarował?

Ale to później dopiero. Pierwszy raz widziałam go w mojej parafii na młodzieżowym spotkaniu. On był wtedy 
w Niepokalanowie. Słuchałam go z wielkim zainteresowaniem. Zadawałam sobie pytania: co to za człowiek? Co to za ksiądz? Miał taki niesamowity głos!  Po maturze byłam pewna,  że chcę iść droga konsekracji, ale nie wiedziałam gdzie i jak. Przyjechałam do Katowic, do baraku Krucjaty Trzeźwości po to, aby pomóc przy przygotowywaniu różnorakich pomocy katechetycznych. Początkowo na miesiąc, jednak zostałam dłużej… 

Pamięta Pani jakiś szczególny moment z tego czasu? 

Codziennie chodziłam na szóstą rano do kościoła. Grałam już wtedy na organach. W czasie Eucharystii chciałam iść do komunii św. wybiegłam, szybko w podskokach wracałam z komunią i w tym radosnym momencie powrotu do organów poczułam pewność, że to jest to. Zbudziło się we mnie pragnienie służenia w liturgii muzyką. Jeszcze nie wiedziałam…

Że wydam śpiewnik? 

To już w ogóle!

Skąd się wziął pomysł na Exsultate Deo? 

Zawsze szukaliśmy pomocy w postaci nowego śpiewnika. Potrzeba była ogromna, szczególnie w tym czasie posoborowym. To się łączyło z odnową liturgii. Szukaliśmy nowych pieśni związanych z Pismem św. zależało nam na zachowywaniu tradycji i bogactwa naszego repertuaru. Było tez otwarcie na nowe kompozycje 
z zachodu. To był taki szczęśliwy okres w Polsce, nawet poza Ruchem. To był czas szukania czegoś nowego. Zaczynaliśmy od pisania na maszynie, później się przepisywało nuty na papierze. Bardzo spodobały mi się słowa: „Radośnie śpiewajcie Bogu  naszej mocy!” te słowa łącza się z tańcem, podskakiwaniem, ogromną radością i uwielbieniem Boga, taki jest ten śpiewnik.

Jakie było pierwsze wydanie?

Był jeszcze bez nut, wyglądał jak mały zeszycik formatu B6,powielany przez nas. Mam jeden egzemplarz do dzisiaj. Kolejne wydania były już zaopatrzone w nuty. Oczywiście wszystko pisało się ręcznie, dopiero później nadeszła era komputera. Zbieraliśmy różne pieśni, Część pieśni przejęliśmy od braci Taize, ale tylko to, na co wyrazili zgodę. I tak doszło do dziesiątego wydania. Teraz jest projekt napisania akompaniamentów organowych do większości utworów zawartych w Exsultate Deo, wszystko jest w fazie przygotowywania. Jest to jednak duży trud związany z kosztami. 

Zaletą Exsultate jest…

Układ śpiewnika. Jest przejęty z mszału. To tez tłumaczyłam we wstępie, jest nawet w najnowszym wydaniu. Dla nas najważniejsze jest Triduum Paschalne. 

Można powiedzieć, że jest Pani pierwszą animatorką muzyczną w historii Ruchu? 

Czy ja wiem? Myślę, że można tak powiedzieć, miałam pewne przygotowanie muzyczne. Skończyłam cztery lata podstawowej szkoły muzycznej, trochę grałam na organach. Dopiero później, kiedy przyszłam do Katowic, Ojciec Franciszek zmotywował mnie do studiów muzykologicznych i organistowskich. Niedługo będę mogła przeżywać 60. rocznicę mojej działalności muzycznej. 

Co jest potrzebne animatorowi muzycznemu?

Fot. ze strony oaza.plMyślę, że chociaż podstawowa znajomość nut, umiejętność ich czytania. Dużo zależy od okoliczności. Często korzysta się z gitary, skrzypiec, fletu, to bardzo pomaga w posłudze, uczeniu nowych pieśni. Istotna jest umiejętność poprowadzenia śpiewów, dobrego doboru pieśni, bo tak naprawdę posługa muzycznego rozpoczyna się od dobrego kontaktu z Pismem Świętym.  Trzeba dbać o piękno liturgii w parafiach. Potrzebni nam są też wykształceni organiści. 

Chorał gregoriański jest dla mnie tak piękny jak modlitwa językami dla charyzmatyków. Niestety jest rzadko śpiewany, a szkoda, bo przecież jest podstawowym śpiewem w czasie liturgii. Warto znać tez części stałe po łacinie, wtedy za granicą łatwiej nam się modli. Ważne jest bogactwo różnych śpiewów.

Jak się Pani układała współpraca z Ojcem Franciszkiem pod kątem muzycznym?

O jejku! On mnie do wszystkiego zachęcał i cieszył się z każdego pomysłu, szczególnie z nazwy śpiewnika. 

Akceptował Pani kompozycje muzyczne za każdym razem?

Tak, zdecydowanie! Z pierwszym moim dziełem zmierzyłam  się jeszcze przed studiami. Wtedy właśnie napisałam… (wertowanie śpiewnika leżącego na stole) Pamiętam, że tekst tej pieśni pochodził z obrzędów chrztu. „Wierzymy w Ciebie Chryste - napełnij serca Twoim światłem, byśmy się stali dziećmi światłości.” 

Skąd się wzięła idea piosenek roku? 

To na pewno wymyślił Ojciec Franciszek! Pierwsze były najczęściej tłumaczeniami z języka angielskiego. Później długi czas dobierało się je z tego, co śpiewaliśmy. Dopiero ks. Roman Litwińczuk rozpoczął inicjatywę konkursów na piosenki roku. Ja zawsze marzyłam o tym żeby to była jednak pieśń roku, a nie piosenka. 

Jak mamy odróżniać pieśni od piosenek?

Pamiętam, że kiedy kardynał Wojtyła został papieżem piosenka „Pan kiedyś stanął na brzegiem” stała się strasznie popularna! Pamiętam, kiedyś ojciec Franciszek odwiedzał okoliczne oazy, no i wszędzie tylko to śpiewali. Piosenka może być na zakończenie liturgii, jako przejście do życia. Wszystko jest też zależne od dostępnych instrumentów. 

Teraz mamy „Narodzić się na nowo”.

Ta piosenka jest trudna, pod względem rytmicznym, to urozmaicenie sprawia, że rzeczywiście ciężko jest jej nauczyć. Zauważyłam, że teraz jest moda na takie trudne piosenki. 

W Pani posłudze muzycznej zdarzyła się jakaś wpadka?

No nie wiem, na pewno nie byłam idealna. Miałam bardzo wiele wpadek. Ojciec Franciszek liczył na mnie, że ja całkowicie zajmę się sprawami muzycznymi, nie ingerował w moje działanie, miał do mnie duże zaufanie. Ojciec zawsze chciał żebym grała na akordeonie. Ja strasznie nie chciałam, uważałam te dźwięki za zbyt prostackie. Teraz zauważam, że wraca moda na ten instrument. Troszkę grałam na gitarze, natomiast byłam przecież organistką. 

Ks. Franciszek umiał grać na gitarze?

Tak, trochę umiał. Miał swoje ulubione piosenki, nie tylko religijne, ale tez harcerskie czy inne popularne. Bardzo lubił grać. Z życiorysu wiemy, że próbował swoich sił na skrzypcach, w czasach młodości, ale nikt go nigdy nie widział ze skrzypcami. 

Na rekolekcjach Instytutu prowadzi Pani śpiewy?

Na naszych wspólnych rekolekcjach tak, ale to też zależy czy jest dostępny instrument. We wspólnocie mamy tez Elę Meier, która bardzo dobrze sobie radzi, inne dziewczyny też się uczą. Nie mam monopolu na prowadzenie śpiewów. 

A w Carlsbergu?

Tam regularnie posługuję jako organistka. Nigdy nie myślałam, że zamieszkam za granicą. Nigdy nawet o tym nie marzyłam. 

Mieszkała tam Pani razem z ks. Blachnickim.

Tak. Pamiętam jego ostatnie chwile życia. W przeddzień śmierci ojciec Franciszek wezwał mnie i Zuzannę Podlewska, długoletnią odpowiedzialną za Instytut, powiedział nam, że państwo Gancarczykowie zniszczyli naszą drukarnię, prowadzili intrygi, skłócali ludzi ze sobą. Powiedziałyśmy ojcu, że cały czas dochodziły do nas negatywne głosy na temat ich działalności. Tylko, że ks. Blachnicki nie brał tego pod uwagę. Zawsze mówił, że dopóki nikomu się nie udowodni winy, nie można robić wyrzutów. I Ojciec nie chciał nic więcej powiedzieć. Na drugi dzień po obiedzie ks. Franciszek zaczął kaszleć. Wtedy się zaczęło. Zadzwoniliśmy po lekarza, który zjawił się błyskawicznie, dzwonił po helikopter, bo zorientował się, że to był jakiś zator. Jednak było już za późno… Ostatnie słowa ks. Blachnickiego były w języku niemieckim, powiedział, że traci przytomność. To było zupełnie nieoczekiwane! Czas w Niemczech był dla niego najtrudniejszy, mówią, że trudniejszy niż okres komunistyczny. To wszystko widocznie było potrzebne. 

Z Gizelą Marią Skop rozmawiał Krzysztof Marcinkiewicz

 

Początek strony